Historia Evertonu
Everton Football Club to jeden z najlepszych angielskich zespołów, z długą i bogatą historią. Rozgrywki 2017/18 to już sezon numer 119 od momentu założenia ligi w Anglii, a 115 sezon Evertonu w najwyższej klasie rozgrywkowej.


Wybierz okres:

- Początki (1878-1888)
- Okres przed I wojną światową (1888-1915)
- Okres międzywojenny (1915-1939)
- Chude lata po wojnie (1945-1960)
- Powrót na szczyt (1960-1973)
- Jałowe lata 70-te (1973-1981)
- Era Kendalla (1981-1987)
- Od szczytu do dna (1987-1994)
- Era Royle'a (1994-1997)
- Na przełomie tysiącleci (1997-2002)
- Era Moyesa (2002-2013)
- Czasy najnowsze (2013- )


Era Royle'a
1994-1997


Po zwolnieniu Walkera, zarząd szybko wybrał nowego menedżera, mianowicie Joe Royle'a, który na przełomie lat 60-tych i 70-tych był wyróżniającą się postacią w ekipie The Toffees, w 231 spotkaniach strzelił 102 bramki. Miał on również za sobą 12 lat pracy na ławce trenerskiej w Oldham. Swoją menadżerską przygodę z Evertonem zaczął od kilku ważnych zwycięstw, między innymi 2-0 nad Liverpoolem, 3-0 nad Leeds i 1-0 nad Chelsea. Siła The Toffees leżała w głównej mierze w dobrze zorganizowanej linii defensywy, co zaowocowało nawet serią 7 spotkań bez straty gola. Everton może nie grał ładnie, ale bardzo skutecznie i co charakterystyczne, dość agresywnie. Stąd określenie Psy Wojny.

Do takiego stylu gry idealnie pasował pozyskany aż za 4,4 miliona funtów z Glasgow Rangers Duncan Ferguson. Sprawiał on różnego rodzaju 'problemy wychowawcze' zarówno na boisku, jak i poza nim, jednak kibice The Toffees widzieli w nim prawdziwego idola. Strzelił on chociażby zwycięską bramkę w Derby Merseyside, w sumie 8 w debiutanckim sezonie. Niestety musiał również poddać się dwóm operacjom przepukliny, przez co stracił część sezonu.

Trudno było się spodziewać, by Royle od razu wyprowadził Everton z kryzysu, zajął co prawda dopiero 15. pozycję na koniec sezonu w lidze, ale doprowadził The Toffees do triumfu w rozgrywkach FA Cup. Droga do finału nie była jednak łatwa, dwie wymęczone wygrane po 1-0 z Derby County i Bristol City, by w końcu w 5. rundzie rozgromić 5-0 Norwich. Następnym rywalem było mocne Newcastle, które udało się pokonać po golu Dave'a Watsona.

W półfinale trzeba było się skonfrontować z Tottenhamem, który udało się łatwo pokonać 4-1. Jednym z bohaterów tego spotkania był Nigeryjczyk Amokachi, który wszedł jako rezerwowy i dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Zdecydowanymi faworytami tego spotkania byli oczywiście Spurs, jednak zostali oni zupełnie zdeklasowani przez zawodników z Goodison Park.

Po zapewnieniu sobie utrzymania w lidze, przyszedł dla The Toffees czas na skonfrontowanie się w finale FA Cup z Manchesterem United. Spotkanie to można było określić jako walkę Dawida z Goliatem, w którym zwycięzcą okazał się oczywiście Dawid. Everton przeciwstawił wielkiemu potencjałowi ofensywnemu Czerwonych Diabłów, z Ericiem Cantoną na czele, znakomitą grę obronną. The Toffees stwarzali również zagrożenie pod bramką strzeżoną przez Schmeichela, czego efektem był gol niewątpliwie jednego z największych bohaterów tego spotkania, Paula Rideouta.

Schodząc na przerwę z niekorzystnym wynikiem, Manchesterowi nie pozostało nic do stracenia i niemal całą drugą połowę co chwilę napierali oni na bramkę Evertonu. Obrona spisywała się jednak znakomicie, kilka wyśmienitych interwencji dorzucił też Neville Southall i stało się to, czego kibice z Goodison Park tak długo oczekiwali, Everton zdobył puchar FA Cup. Kapitan, Dave Watson, był chyba najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi niosąc z dumą wywalczone trofeum. Joe Royle okazał się prawdziwym zbawicielem Evertonu ratując go od finansowej katastrofy i niewątpliwie upokorzenia tak zasłużonego dla angielskiego futbolu klubu.
Zwycięzcy FA Cup z 1995 roku
Zwycięzcy FA Cup z 1995 roku

Świętujący Dave Watson
Świętujący Dave Watson

Zdjęcie z 1995 roku
Zdjęcie z 1995 roku

Po tym ogromnym sukcesie oczekiwania na kolejny rok znacznie wzrosły. Royle przed sezonem kupił z Manchesteru United ukraińskiego skrzydłowego, Andreia Kanchelskisa. Różne zawikłania związane jeszcze z jego poprzednim klubem, Szachtarem Donieck, któremu należało się część sumy za transfer, spowodowały, iż Kanchelskis nie zdążył zostać zgłoszonym do rozgrywek Pucharu Zdobywców Pucharów. Pucharowe zmagania okazały się jednak dla Evertonu za wysokim progiem, gdy został wyeliminowany przez Feyenoord. Ostatecznie udało się jednak załatwić wszystkie sprawy z Kanchelskisem, który został najlepszym strzelcem Evertonu.

Gdy Kanchelskis znajdował się na nagłówkach gazet, jego miejsce zajął tam Duncan Ferguson, który jako pierwszy brytyjski piłkarz w trakcie sezonu został skazany i spędził 6 tygodni w więzieniu za wykroczenia jeszcze z czasów gry w Szkocji. W tym czasie The Toffees zanotowali naprawdę dobry sezon, który zakończyli na 6. miejscu, normalnie dającym prawo gry w pucharach. Jednak po raz kolejny Everton ucierpiał przez innych, gdy z powodu Tottenhamu, Wimbledonu i Sheffield Wednesday, na Anglię została nałożona kara odjęcia jednego miejsca, akurat Evertonu, w europejskich pucharach.

The Toffees wciąż jednak nie mieli napastnika, który byłby w stanie strzelać ponad 20 goli w sezonie, a na dodatek pozwolono odejść Danielowi Amokachi, którzy przeszedł do Besiktasu. Przed sezonem kupiono natomiast Gary'ego Speeda, który w pierwszym meczu sezonu 1996/97 strzelił bramkę. Sezon nie układał się jednak dobrze. Za 8 mln sprzedano do Fiorentiny Kanchelskisa, którego zaangażowanie do gry, a właściwie coraz większy jego brak, nie podobało się Royle'owi, odeszli również Ebbrell i Rideout.

Wiele mówiło się o sprowadzeniu na Goodison Park Tore Andre Flo, ale nic z tego transferu nie wyszło. Prowadzono również różne spekulacje na temat odejścia za 9 milionów funtów do Aston Villi Duncana Fergusona, lecz pozostał on ostatecznie w klubie. Pracę stracił natomiast Royle, gdyż mimo zdobycia FA Cup i zajęcia w następnym sezonie 6 miejsca, Everton znów plasował się w dolnej połowie tabeli walcząc o utrzymanie.

Grającym menadżerem został Dave Watson, a jedną z pierwszych jego decyzji było przywrócenie na bramkę Neville'a Southalla, który stracił miejsce w ostatnim czasie pracy Royle'a. Walka o utrzymanie trwała jednak niemal do samego końca sezonu, ostatecznie okazała się oczywiście udana. Royle z całą pewnością był znakomitym zawodnikiem The Toffees, menadżerem już jednak nie. Trzeba mu jednak oddać, że być może uratował Everton od upadku, który zaglądał klubowi w oczy po latach problemów finansowych i bardzo słabych wyników sportowych.





www.EvertonPoland.com