Everton - Tottenham 0:0
9 maja 2009, Goodison Park


Tym razem na Goodison Park nie zobaczyliśmy bramek. W dość wyrównanym spotkaniu, gdzie obie ekipy zagrały na przysłowiowe zero padł remis. The Toffees nie potrafili wykorzystać potknięcia Aston Villi i do drużyny z Birmingham odrobiliśmy zaledwie punkt.

Ostatni bezbramkowy remis w Liverpoolu miał miejsce w grudniu, podczas pojedynku z Chelsea. Podobnie jak wtedy, tak i teraz Everton był drużyną lepszą, ale nie potrafiącą wykorzystać stworzonej przez siebie przewagi. Po raz kolejny świetny mecz rozegrał Steven Pienaar, który był wyróżniającą się postacią w naszej drużynie.

Mimo przetrzebionego składu to właśnie goście jako pierwsi przejęli inicjatywę na boisku. Pierwszą klarowną akcję Tottenhamu próbował zakończyć Robbie Keane, ale jego strzał został zablokowany przez dobrze grającego Josepha Yobo.

Przez pierwsze dwa kwadranse spotkanie toczyło się w bardzo szybkim tempie, ale sytuacji do zdobycia bramki było niestety jak na lekarstwo. W 22. minucie ponownie próbował Robbie Keane i chociaż Irlandczyk znalazł się już oko w oko z Howardem, to jego strzał w ostatniej chwili zablokował Lescott i skończyło się tylko na strachu.

W pierwszej części spotkania mieliśmy jeszcze znakomitą akcję Jo, który jednak totalnie zepsuł świetne podanie od Pienaara i wywalczył jedynie rzut rożny, zamiast zdobyć gola. Notabene Brazylijczyk był świetnie pilnowany przez Ledleya Kinga, który po powrocie do Londynu postanowił uczcić remis na Goodison Park udając się do klubu nocnego. Anglik opuszczał imprezę w towarzystwie policji i będzie musiał tłumaczyć się z oskarżenia o napaść.

Pierwszą połowę zakończyły dwa niecelne strzały Fellainiego i Rodwella oraz agresywna gra Cahilla. 'Ofiarami' Australijczyka padli Hutton i Modrić, jednak nie wynikało to ze złośliwości, a po prostu z poświęcenia jakie wkładał do gry Timmy.

Druga część gry zaczęła się od popisu duetu Baines - Pienaar, który dwukrotnie rozmontował obronę gości, ale niestety ich partnerom nie udało się dobrze zamknąć akcji i zdobyć gola. Mecz z Tottenhamem potwierdził jednak, że Everton dysponuje jedną z najlepszych lewych stron w lidze.

Minęło 10. minut i... mieliśmy do czynienia z ostatnią dobrą sytuacją w tym spotkaniu. Zza pola karnego uderzał Cahill, ale jego półwolej minimalnie minął słupek bramki Gomesa. Później z boiska również nie wiało nudą, ale mecz na pewno nie należał do najciekawszych. Chociaż udało nam się zamknąć Tottenham na połowie boiska, to goście bronili się wzorowo i nie dali wbić sobie bramki. Jedyny błąd defensywy The Toffees mógł jeszcze wykorzystać Jermain Defoe, ale reprezentant Anglii chybił strzelając z półobrotu.

Za tydzień ponownie czeka nas spotkanie ze stołecznym zespołem na własnym boisku. Tym razem na Goodison Park przyjeżdża West Ham, który jeszcze do niedawna walczył z nami o 6. lokatę w lidze. Wobec porażki WHU z Liverpoolem, Everton nie zajmie już niższej pozycji w lidze niż właśnie 6.




Howard
Neville
Yobo
Lescott
Baines
Gosling (69')
Rodwell
Cahill
Pienaar
Fellaini
Jo (69')

Rezerwowi:
Nash
Jacobsen
Wallace
Castillo
Osman (69')
Saha (69')
Vaughan
0:0

Statystyki:

Everton - vs - Tottenham

0 - Bramki - 0
0 - Strzały celne - 0
10 - Strzały niecelne - 2
6 - Zablokowane strzały - 2
4 - Rzuty rożne - 5
18 - Faule - 12
3 - Spalone - 1
2 - Żółte kartki - 3
0 - Czerwone kartki - 0
53% - Posiadanie piłki - 47%









Gomes
Hutton
Corluka
King
Woodgate
Bale
Huddlestone
Jenas
(80') Modrić
Keane
Defoe

Rezerwowi:
Cudicini
Chimbonda
Gunter
Bentley
Rose
(80') Pavlyuchenko
Campbell

Żółte kartki: Lescott, Pienaar - Hutton, Jenas, Pavlyuchenko
Widzów: 36,646
Sędzia: Lee Mason


«wstecz