Everton - Blackburn 2:0
16 kwietnia 2011, Goodison Park


Everton nie gra już praktycznie o nic, ale gra najlepszy okres tego sezonu. Biorąc pod uwagę tylko ostatnich 6 spotkań The Toffees są najlepszą ekipą ligi. W pojedynku z Blackburn większych emocji nie było, Niebiescy wygrali spokojnie 2-0, a goście dryfujący ledwo nad strefą spadkową, przeszli obok meczu.

David Moyes nie dokonał żadnych zmian w wyjściowej jedenastce w porównaniu do składu, który ograł na wyjeździe Wolverhampton. Po kontuzjach wrócili Seamus Coleman i Jack Rodwell, ale obaj rozpoczęli jedynie na ławce rezerwowych.

Już na samym początku znakomitą okazję miał Jermaine Beckford. Anglik uniknął spalonego i miał przed sobą jedynie bramkarza, ale zamiast spokojnie opanować piłkę i sprowadzić ją do ziemi, posłał ją w trybuny.

W 15 minucie John Heitinga dołączył do licznego grona kontuzjowanych. Holender doznał kontuzji mięśnia uda i nie był w stanie kontynuować gry, choć na szczęście jego uraz nie powinien okazać się poważny. Z konieczności musiał zmienić go Rodwell.

W pierwszej połowie nie działo się zbyt wiele. Szansę na gola w drugim kolejnym meczu miał Phil Neville, ale tym razem technicznym strzałem posłał piłkę nad poprzeczką. Blackburn nie pokazało natomiast zupełnie nic. Goście nie oddali choćby jednego strzału, nie mówiąc w ogóle o uderzeniach celnych.

Kibice na trybunach przysypiali z nudów, lecz drugie 45 minut było już nieco lepsze. Dobrze grał nieopierzony Magaye Gueye, któremu w dwóch przypadkach zabrakło naprawdę niewiele aby zdobyć debiutanckie trafienie w Premier League.

Młody Francuz miał jednak udział przy golu Leona Osmana w 54 minucie. To on podał piłkę do Anglika krótko rozgrywając rzut rożny. Osman korzystając z ospałości defensywy rywala nie zastanawiał się długo i uderzył mocno w kierunku dalszego słupka. Futbolówka po drodze musnęła jeszcze któregoś z obrońców i wpadła do siatki.

W 65 minucie za Gueye na murawie pojawił się Coleman i od razu dał o sobie znać. W pierwszej akcji doszedł do pozycji strzeleckiej, ale nieczysto trafił w piłkę. W 75 minucie wywalczył jednak rzut karny gdy został sfaulowany przez Phila Jonesa. Jedenastkę pewnie wykorzystał Leighton Baines.

Gdy wydawało się, że jest już praktycznie po meczu, nieporozumienie Phila Jagielki i Sylvaina Distina omal nie skończyło się szybkim golem kontaktowym, ale znajdujący się niespełna 10 metrów przed bramką Pedersen fatalnie spudłował.

The Toffees mogli strzelić trzeciego gola, lecz Paul Robinson dwukrotnie obronił uderzenia głową najpierw Dinijara Bilaletdinowa, a potem wprowadzonego Apostolosa Velliosa. Everton nie przegrał 7 kolejnego meczu w lidze i nadal naciska na plasujący się na 6 pozycji w tabeli Liverpool. Niebieskich czeka jednak teraz starcie największego kalibru z Manchesterem United na Old Trafford.




Howard
Hibbert
Jagielka
Distin
Baines
Bilaletdinow
Neville
Heitinga (15')
Osman
Gueye (65')
Beckford (85')

Rezerwowi:
Mucha
Mustafi
Coleman (65')
Forshaw
Rodwell (15')
Anichebe
Vellios (85')
2:0

Statystyki:

Everton - vs - Blackburn

2 - Bramki - 0
4 - Strzały celne - 1
9 - Strzały niecelne - 3
5 - Zablokowane strzały - 3
10 - Rzuty rożne - 1
10 - Faule - 19
1 - Spalone - 2
2 - Żółte kartki - 3
0 - Czerwone kartki - 0
55% - Posiadanie piłki - 45%









Robinson
Olsson
Samba
(67') Givet
Salgado
P. Jones
J. Jones
Emerton
Dunn
(61') Santa Cruz
(81') Rochina

Rezerwowi:
Bunn
Hanley
(67') Pedersen
Kalinic
(81') Mwaruwari
(61') Roberts
Diouf

Strzelcy: 54' Osman, 75' Baines(k.)
Żółte kartki: Baines, Rodwell - P. Jones, Rochina, Dunn
Widzów: 35,857
Sędzia: Kevin Friend


«wstecz