Everton - Blackpool 5:3
5 lutego 2011, Goodison Park


Fenomenalny popis Louisa Sahy i jego 4 gole dały Evertonowi wcale nie tak łatwe zwycięstwo nad Blackpool 5-3. The Toffees zagrali fatalnie w defensywie, na szczęście pod bramką rywali spisywali się o niebo lepiej.

David Moyes postawił w trzecim meczu z rzędu na jednakową jedenastkę pozostawiając na ławce rezerwowych po raz kolejny Phila Jagielkę oraz powracającego po Pucharze Azji Tima Cahilla.

Everton od samego początku rzucił się na Blackpool, czego efektem powinny być przynajmniej 2 bramki w pierwszych 10 minutach meczu. Najpierw Dinijar Bilaletdinow za długo zwlekał jednak z decyzją o strzale, a potem John Heitinga uderzył groźnie spoza pola karnego, chociaż mógł odegrać piłkę stawiając Sahę w sytuacji sam na sam.

Kolejny raz Niebiescy nie potrafili wykorzystać też stałych fragmentów gry, a Arteta, Baines i Bilaletdinow solidarnie po rzutach wolnych z dogodnych odległości trafiali w mur. Wreszcie w 20 minucie znakomicie od bocznej linii w pole karne wszedł Bilaletdinow ośmieszając obrońców i wystawiając jak na tacy piłkę Louisowi Saha, któremu nie pozostało nic innego jak wpakować ją do siatki.

17 minut później Blackpool niespodziewanie wyrównano po dość kuriozalnej bramce. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Charliego Adama w słupek uderzył Ian Evatt, a piłka przetoczyła się po linii bramkowej. Wybijać próbował ją Leighton Baines, ale w pobliżu już czekał Alex Baptiste i umieścił ją w siatce. Autorstwo gola ustali zapewne odpowiedni wydział FA, ale jest to mało znacząca kwestia.

Everton jeszcze przed przerwą strzelił gola za sprawą Sahy, ale sędziujący Kevin Friend bramki nie uznał. Arbiter cofnął akcję do faulu na Seamusie Colemanie dyktując jedynie rzut wolny, chociaż Irlandczyk mimo ostrego ataku zdołał odegrać piłkę do Francuza, co było ewidentną korzyścią. W chwili, gdy rozległ się jednak dźwięk gwizdka sędzia nie mógł już zmienić decyzji o nieprzyznaniu korzyści, co spotkało się ze wściekłą reakcją fanów i całej ławki Evertonu.

Co się odwlekło, to nie uciekło. Saha strzelił drugiego gola 2 minuty po wznowieniu gry po przerwie. W klasyczny dla siebie sposób lewą flanką pomknął Baines, zacentrował płasko w pole karne, a tam Francuz dostawił tylko prawą nogę nie dając szans Paulowi Rachubce.

Między 62 a 64 minutą nastąpiła niczym niezapowiedziana katastrofa. Najpierw fatalny błąd popełnił Heitinga, który nie zrobił wystarczająco wiele by przejąć piłkę na 30 metrze. Ta trafiła do byłego gracza The Toffees Jamesa Beattiego, który idealnie wystawił ją do innego debiutanta wśród Mandarynek, Jasona Puncheona. Wypożyczony z Southamptonu skrzydłowy doprowadził do wyrównania.

Niespełna 120 sekund później The Seasiders wyszli na prowadzenie. Kolejny fatalny błąd, tym razem Sylvaina Distina, który stracił piłkę po polem karnym rywala, zapoczątkował kontrę. Strzał DJ'a Campbella spoczął na poprzeczce, ale z niedużej odległości szczupakiem dobił ją Charlie Adam.

Everton rzucił się do ataków. Dwie znakomite sytuacje miał Jack Rodwell, ale najpierw zdołał uderzyć piłkę jedynie czubkiem buta i ta przeszła tuż obok słupka, a potem fantastyczną interwencją na linii popisał się Evatt, który w ekwilibrystyczny sposób wygarnął futbolówkę nieuchronnie zmierzającą do siatki po podcince młodego Anglika.

David Moyes puścił do boju Tima Cahilla i Jermaine'a Beckforda w miejsce Rodwella i Bilaletdinowa. W 76 minucie po rzucie rożnym piłkę lekko trącił Distin, a niepilnowany Saha z najbliższej odległości strzałem głową umieścił ją w siatce.

4 minuty później prowadzenie dla The Toffees zdobył Beckford. Fenomenalną prostopadłą piłkę ponad głowami obrońców posłał Baines, a Becks z woleja zdobył swoją szóstą, a czwartą w lidze, bramkę.

Kolejne 4 minuty później czwartego tego wieczoru gola dołożył Saha. Francuz ruszył z własnej połowy do prostopadłej piłki od Marouane Fellainiego unikając w ten sposób spalonego i po samotnym rajdzie zewnętrzną częścią stopy posłał futbolówkę w długi róg obok bezradnie interweniującego Rachubki.

Po raz ostatni 4 bramki w barwach Evertonu zdobył Graeme Sharp w październiku 1987 roku, natomiast po raz ostatni na Goodison Park uczynił to Joe Royle w listopadzie 1971 roku. Niespełna 40 lat później jego wyczyn powtórzył więc Louis Saha.

Po dramatycznym meczu The Toffees zdobyli upragnione i w pełni zasłużone 3 punkty. O ile gra w ofensywie wyglądała bodaj najlepiej ze wszystkich dotychczasowych spotkań sezonu, to postawa defensywy znajdowała się dokładnie na przeciwnym biegunie. W następnej kolejce czeka nas wyjazd do Boltonu, a David Moyes zdecydowanie będzie musiał zwrócić uwagę na poprawę gry pod własną bramką.




Howard
Neville
Heitinga
Distin
Baines
Coleman
Arteta
Rodwell (70')
Fellaini
Bilaletdinow (70')
Saha (86')

Rezerwowi:
Mucha
Hibbert
Jagielka (86')
Osman
Cahill (70')
Anichebe
Beckford (70')
5:3

Statystyki:

Everton - vs - Blackpool

5 - Bramki - 3
10 - Strzały celne - 3
7 - Strzały niecelne - 3
7 - Zablokowane strzały - 6
9 - Rzuty rożne - 5
12 - Faule - 18
2 - Spalone - 2
0 - Żółte kartki - 1
0 - Czerwone kartki - 0
55% - Posiadanie piłki - 45%









Rachubka
Eardley
Evatt
Baptiste
Vaughan
Grandin
Adam
Carney
(74') Puncheon
(74') Campbell
(80') Beattie

Rezerwowi:
Kingson
(74') Edwards
(74') Southern
Phillips
Reid
(80') Harewood
Varney

Strzelcy: 20' Saha, 47' Saha, 76' Saha, 80' Beckford, 84' Saha - 37' Evatt, 62' Puncheon, 64' Adam
Żółte kartki: Adam
Widzów: 38,202
Sędzia: Kevin Friend


«wstecz