Everton - Liverpool 2:0
17 października 2010, Goodison Park


214. derby Merseyside przechodzą do historii. Everton pognębił pogrążony w kryzysie Liverpool, a sam powoli zaczyna odbijać się od dna. Bramki Tima Cahilla i Mikela Artety dały The Toffees pierwsze od 4 lat ligowe zwycięstwo nad The Reds i pierwsze zwycięstwo na własnym stadionie w tym sezonie.

David Moyes dokonał tylko jednej zmiany w porównaniu do spotkania z Birmingham. Kontuzjowanego Marouane Fellainiego zastąpił John Heitinga. Po raz kolejny tylko na ławce usiadł Dinijar Bilaletdinow, a na lewym skrzydle mecz rozpoczął Leon Osman. Najważniejszą informacją był jednak błyskawiczny powrót do zdrowia Phila Jagielki, który doznał urazu na zgrupowaniu reprezentacji Anglii. Stoper Evertonu miał pauzować nawet kilka tygodni, ale na całe szczęście zdołał się wykurować i poprowadził defensywę do trzeciego z rzędu czystego konta.

Przez pierwsze 15 minut na boisku istniała tylko jedna ekipa. The Toffees nie pozwalali rywalowi wyjść z własnej połowy, atakowali pressingiem 70 metrów od własnej bramki, jednak nie przekładało się to na klarowne sytuacje. Tuż sprzed pola karnego okazję miał Arteta, lecz z rzutu wolnego trafił jedynie w mur. W kontynuacji tej akcji strzelał jeszcze Jagielka, ale niecelnie.

Niewiele pomylił się Sylvain Distin, który zawieruszył się w polu karnym Liverpoolu i oddał groźny strzał, który po rykoszecie minął jednak bramkę. Goście bramce Tima Howarda zagrozili dopiero po 25 minutach, gdy głową uderzał Fernando Torres, jednak amerykański golkiper nie miał problemów z przeniesieniem piłki ponad poprzeczką.

Po fatalnym wstecznym podaniu Joe Cole'a piłkę na rzecz Yakubu stracił Lucas Leiva. Nigeryjczyk niczym czołg przepchnął się pod samo pole karne, gdzie wymienił jeszcze piłkę z Cahillem, ale strzelił zbyt lekko, by pokonać Jose Reinę. Wreszcie w 34 minucie swoją firmową akcją popisał się Seamus Coleman. Irlandczyk podciągnął z piłką do końcowej linii po drodze balansem ciała ogrywając Konchesky'ego, wycofał futbolówkę na 6-ty metr, a tam Cahillowi nie pozostało nic innego, jak skierować ją pod poprzeczkę.

Do przerwy The Reds praktycznie nie istnieli, potwierdzając swą formą aktualną pozycję w tabeli. Everton natomiast nie grał jak zespół tuż znad strefy spadkowej i zasłużenie prowadził. Na drugą połowę nie wyszedł już Leon Osman, którego z powodu kontuzji zastąpić musiał Dinijar Bilaletdinow.

Liverpool chciał rozpocząć drugie 45 minut od mocnego uderzenia. Goście poprawili swoją grę, a refleks Tima Howarda sprawdził uderzeniem z dystansu Maxi Rodriguez. Everton odpowiedział ciosem posyłającym rywala na deski. W 50 minucie po rzucie rożnym zbyt krótko piłkę wybijał Sotirios Kyrgiakos, na 16-tym metrze dopadł do niej Arteta i potężnym strzałem w środek bramki pokonał zasłoniętego Reinę. Na pozycji spalonej znajdował się w tej sytuacji Yakubu, tuż obok którego przeleciała piłka, jednak sędziowie nie podjęli decyzji o przerwaniu gry.

Z upływem czasu, coraz większym upływem sił zaangażowanych w tak agresywną grę i po prostu w związku z dość bezpiecznym prowadzeniem The Toffees oddali nieco pole gry rywalowi. The Reds uderzali głównie z dystansu, jednak albo niecelnie, albo w nogi obrońców, albo bez problemów z obroną dla Howarda. Najlepszą okazję miał Torres, który przejął prostopadłe podanie w pole karne, ale Amerykanin w niebieskiej bramce po raz kolejny spisał się bez zarzutu.

Everton próbował kontrować, dwa razy pokazał się wprowadzony za Mikela Artetę Jermaine Beckford. Hiszpan musiał opuścić murawę z powodu jakiegoś urazu, a kolejne dwie kontuzje mogą być jedynym zmartwieniem po derbowym spotkaniu. Angielski napastnik natomiast najpierw padł w polu karnym domagając się dość wątpliwego rzutu karnego, a następnie nieznacznie pomylił się strzelając z dystansu, co nie było chyba najlepszym rozwiązaniem w kontrze trzech na dwóch.

Do końcowego gwizdka nic się już nie zmieniło i po pierwszych w tym sezonie derbach Merseyside powody do radości może mieć tylko niebieska część miasta. Liverpool spada na przedostatnie miejsce tabeli, natomiast Everton winduje się na pozycję 11. wciąż mając jednak mniejszą przewagę nad ostatnim West Hamem, niż stratę do stawki walczącej o europejskie puchary. Za tydzień czeka nas ciężki wyjazd na White Hart Lane, gdzie czekać będzie być może zmęczony wyjazdowym meczem z Interem Mediolan w Lidze Mistrzów Tottenham.




Howard
Neville
Jagielka
Distin
Baines
Coleman
Heitinga (72')
Arteta (74')
Osman (46')
Cahill
Yakubu

Rezerwowi:
Mucha
Hibbert (72')
Mustafi
Bilaletdinow (46')
Beckford (74')
Gueye
Baxter
2:0

Statystyki:

Everton - vs - Liverpool

2 - Bramki - 0
4 - Strzały celne - 6
4 - Strzały niecelne - 8
5 - Zablokowane strzały - 7
8 - Rzuty rożne - 7
10 - Faule - 10
0 - Spalone - 0
2 - Żółte kartki - 3
0 - Czerwone kartki - 0
44% - Posiadanie piłki - 56%









Reina
Konchesky
Kyrgiakos
Carragher
Skrtel
Meireles
Gerrard
(79') Cole
(84') Rozdriguez
(71') Lucas
Torres

Rezerwowi:
Jones
Aurelio
Kelly
Spearing
(84') Jovanovic
(79') Babel
(71') Ngog

Strzelcy: 34' Cahill, 50' Arteta
Żółte kartki: Beckford, Cahill - Rodriguez, Torres, Meireles
Widzów: 39,673
Sędzia: Howard Webb


«wstecz