Everton - Wimbledon 3:2
Data: 07.05.1994
Stadion: Goodison Park
Widzów: 31,297
Strzelcy: Stuart 2, Horne - Holdsworth, Ablett-sam.
Everton: Southall, Snodin, Watson, Unsworth, Ablett, Stuart, Horne, Ebbrell (Barlow), Limpar, Cottee, Rideout



7 maja 1994 roku Everton znalazł się w sytuacji, która mogła zdarzyć się tylko w sennych koszmarach drużyny, która 7 lat wcześniej sięgała po krajowe mistrzostwo. Po bezmyślnych wybrykach grupy idiotów z przeciwnej strony Stanley Park podczas meczu na Heysel, angielskie zespoły zostały wykluczone z europejskich rozgrywek. Klub zamiast się rozwijać, zaczął się staczać, odeszli między innymi Gray, Lineker czy chyba najlepszy menadżer w historii, Howard Kendall. Everton dopadły też problemy finansowe.

W styczniu 1994 roku szkoleniowcem The Toffees został Mike Walker, który ze złej sytuacji stworzył beznadziejną, gdy jego podopieczni przed ostatnim meczem sezonu 1993/94 znajdowali się na 20 miejscu. Aby się utrzymać potrzebne było zwycięstwo, remis dawał tylko iluzoryczne szanse. Na Goodison Park przyjeżdżał Wimbledon, który w lidze był wysoko, na 6 miejscu. The Toffees nie byli więc faworytami, ale mieli nóż na gardle.

Mecz rozpoczął się dla Evertonu fatalnie. W 4 minucie Anders Limpar zagrał piłkę ręką w polu karnym, a było to tak ewidentne, że nawet nie było jak protestować. Jedenstkę wykonywał Dean Holdsworth, jego intencje wyczuł Southall, jednak piłka wpadła do siatki po jego rękach. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. W 20 minucie po zamieszaniu w polu karnym jeden z zawodników Wimbledonu oddał strzał, próbował go wybijać Gary Ablett, jednak kopnął piłkę tak, że wciąż zmierzała ona do bramki. Ręka w polu karnym i gol samobójczy, gorzej być nie mogło. Widmo spadku zajrzało każdemu z 31 tys.(nieskończona budowa Park End) kibiców w oczy.

Jednak 4 minuty pózniej w polu karnym upadł Limpar. Ewidentnie szukał karnego, jego upadek był aż nadto teatralny, jednak sędzia podyktował jedenastkę! Pewnym egzekutorem okazał się Graham Stuart. Gol kontaktowy wlał trochę nadziei w serca kibiców. Przed przerwą bardzo dobrą okazję na podwyższenie wyniku miał Holdsworth, jednak na szczęście przestrzelił. Po pierwszej połowie Everton znajdował się w Division One.

Przez długi czas drugiej części gry wynik nie zmieniał się, aż w 68 minucie fantastycznym strzałem w okienko z 25 metrów popisał się Barry Horne. Kibice skakali z radości, ale remis wciąż nie dawał utrzymania. Na 7 minut przed końcem Ipswich remisowało z Blackburn, więc The Toffees nie mogli liczyć na rywali. Stuart podał przed pola karne do Cottee, ten zostawił piłkę, a Stuart dość lekkim strzałem ponokał bramkarza gości, gdyż piłka odbiła się od nierówności boiska. Całe Goodison Park eksplodowało, co najmniej jakby Everton wygrywał właśnie mistrzostwo kraju.

The Toffees utrzymali wynik do końca i po ostatnim gwizdku sędziego nie bacząc na nic kibice wtargnęli na boisko cieszyć się z uniknięcia spadku. Horror na Goodison Park, The Great Escape, wielu ludzi przyprawił o łzy. Jeden z niezapomnianych momentów, choć jakże odmnienny od chwil triumfu 9 lat wcześniej...



«wstecz





www.EvertonPoland.com