Everton - Coventry 1:1
Data: 10.05.1998
Stadion: Goodison Park
Widzów: 40,109
Strzelcy: Farrelly - Dublin
Everton: Myhre, O'Kane, Short, Ball, Watson, Tiler, Farrelly (McCann), Hutchinson, Barmby, Madar (Cadamarteri), Ferguson



7 maja 1994 roku, wszyscy kibice The Toffees mieli nadzieję, że ten dzień nigdy się nie powtórzy. Po horrorze, Everton od stanu 0-2 z Wimbledonem wyszedł na 3-2 i utrzymał się w lidze. Nadzieje wśród kibiców wzbudziła zmiana prezesa na Petera Johnsona, jednak w pierwszym jego sezonie The Toffees zajęli 15 miejsce, w kolejnym już 6, by jednak znów spaść na 15. Odszedł Joe Royle, a trzecią próbę na Goodison podjął Howard Kendall. Jednak od początku sezonu 1997/98 Everton grał fatalnie i znów musiał walczyć o utrzymanie.

Przed ostatnią kolejką The Toffees znajdowali się na 18 miejscu, punkt za Boltonem i bezpieczną lokatą. 1994 rok miał się nie powtórzyć, a jednak ostatni mecz sezonu znów był o życie. Na Goodison Park przyjeżdżało jedenaste Coventry City, jednak kibice bardziej martwili się o konfrontację Boltonu z Chelsea. The Blues byli już pewni 4 miejsca w lidze i w związku z czekającym ich za 4 dni finałem Pucharu Zdobywców Pucharów były obawy o zaangażowanie w mecz z Kłusakami.

Everton musiał jednak wygrać, więc od razu wziął się do roboty. Pilkarze wspierani przez znakomity doping wierzących do końca fanów wyszli na prowadzenie już w 7 minucie. Duncan Ferguson wyłożył piłkę pozyskanemu przed sezonem Garethowi Farrelly'emu, który strzałem z półwoleja nie dał szans bramkarzowi. Nieco pózniej na Park End podniósl się hałas o prowadzeniu Chelsea, jednak był to fałszywy alarm. Bolton przez całą pierwszą połowę przeważał, jednak nie zdołał strzelić bramki. Tak więc po pierwszych trzech kwadransach zadowoleni mogli być fani Evertonu.

Od początku drugiej połowy do ataku wzięli się podopieczni Gordona Strachana z Coventry, co na pewno wzbudziło na trybunach trochę niepokoju. Nagle kibice wybuchnęli radością, Chelsea objęła prowadzenie za sprawą Gianluci Vialli. Na 5 minut przed końcem w polu karnym faulowany był wprowadzony Danny Cadamarteri. Ogromnej szansy na rozstrzygnięcie wyniku nie wykorzystał jednak Nick Barmby, którego strzał obronił Magnus Hedman.

W 89 minucie na Goodison zapanowała cisza. Na bramkę uderzył Dion Dublin, a piłkę między rękami przepuścił Thomas Myhre. Remis i równa ilość punktów z wciąż napierającym na Chelsea Boltonem. Jeden gol Kłusaków i Everton leci z ligi, to samo w przypadku gola dla Coventry. Wrzawa podniosła się nieco po informacji, że Jody Morris podwyższył na 2-0 dla Chelsea, wciąż jednak The Toffees musieli utrzymać remis. Doliczone sekundy ciągnęły się w nieskończoność, lecz w końcu ostatni gwizdek i szał radości na Goodison Park. Dzięki lepszemu stosunkowi bramek to Everton pozostał w Premier League na kolejny sezon.

Kolejny wielki horror z serii niezapomniane momenty. Radość nie trwała jednak długo. Everton miał bardzo wiele szczęścia, a kibice przestawali już wierzyć, że coś się zmieni i The Toffees dalej skazani będą na walkę o utrzymanie. Kibice mieli rację, przyjście nowego menadżera Waltera Smitha niewiele dało, nie było już tak nerwowych końcówek, ale 15 miejsca w lidze to słabe wyniki.


«wstecz





www.EvertonPoland.com