Everton - Liverpool 3:0
Data: 09.09.2006
Stadion: Goodison Park
Widzów: 40,004
Strzelcy: Cahill, Johnson 2
Everton: Howard, Hibbert, Yobo, Lescott, Naysmith, Osman (Beattie), Neville, Carsley, Arteta (Nuno Valente), Cahill, Johnson



W pierwszym meczu 4 kolejki Premiership sezonu 2006/07 stało się coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Everton na swoim stadionie podejmował Liverpool. Mimo, iż wydawało się, że faworytem są goście, to The Toffees zrobili bardzo miłą niespodziankę swoim kibicom ogrywając rywali aż 3-0!

Był to już 204 (w lidze 175) derbowy mecz pomiędzy tymi zespołami. Był to napewno bardzo udany rewanż za ostatnią porażkę z The Reds, kiedy to przegraliśmy 3-1.

Chyba wszyscy spodziewaliśmy się meczu walki, nerwów oraz emocji. I nie pomyliliśmy się. Piłkarze na boisku zostawili bardzo dużo zdrowia. Dla przykładu norweski piłkarz Riise z powodu kontuzji kostki musiał opuścić boisko przez co osłabił ekipę przyjezdnych, ponieważ wcześniej Rafa Benitez przeprowadził 3 zmiany. Wydawało się również, że mecz ten będzie pełen brutalnych zagrań, a arbiter będzie miał masę pracy. Lecz Graham Poll wyraznie panował nad sytuacją na boisku.

Pierwsze minuty gry były bardzo wyrównane ze wskazaniem na Everton. Już kilka minut po rozpoczęciu gry Andy Johnson znalazł się w dobrej sytuacji lecz Reina obronił strzał.

Na pierwszą grozną odpowiedz Liverpoolu czekaliśmy do 15 minuty. Peter Crouch otrzymał dobrą piłkę z narożnika i uderzył nogą lecz obok bramki. Chwilę pózniej Howard skutecznie, choć na raty, bronił strzały Fowlera.

Gra była dość wyrównana, choć coraz bardziej i częściej do głosu dochodzili podopieczni Beniteza, lecz to my zdobyliśmy pierwszą bramkę. W 24 minucie z prawej strony jeden z piłkarzy The Toffees miękko wrzucił piłkę w pole karne, tam Lee Carsley głową zagrał na pamięc do Tima Cahilla, który strzałem z bliskiej odległości pokonał bramkarza Liverpoolu. Duży udział przy tym golu miał również Leon Osman, który świetnie przyblokował ciałem Steve Finnana, dzięki czemu Timbo znalazł w 100-procentowej sytuacji.

Goście szturmem rzucili się do odrabiania strat lecz bezskutecznie. Najpierw szczęścia próbował z dystansu Gerrard, lecz piłka minęła lewy słupek bramki Evertonu. Chwilkę pózniej Liverpool miał kolejną dobrą okazję. Tym razem z prawej strony pola karnego uderzał Luis Garcia lecz Howard wybronił piłkę. Ta potoczyła się jeszcze do Gerrarda, który uderzył nią w słupek, lecz był na spalonym.

Piłkarze Evertonu oddali pole rywalom, którzy coraz bardziej byli zdesperowani by wyrównać, lecz obrona gospodarzy z Howardem na bramce spisywała się znakomicie. Gdy wydawało się, że lada moment Liverpool wyrówna okazało się, że bramkę strzelił znów Everton. W 36 minucie gola zdobył Andy Johnson po poważnym błędzie obrońców The Reds, a dokładniej Carraghera. W efekcie nasz napastnik znalazł się przed Jose Reiną i pokonał go płaskim strzałem w krótki róg.

A więc do szatni piłkarze Evertonu schodzili z dwubramkowym prowadzeniem. Jako pierwszy w drugiej połowie zaatakować postanowił Fabio Aurelio, lecz jego wolej z dużej odległości był niecelny. Parę minut pózniej głową uderzał Fowler, lecz Howard bez problemu złapał piłkę.

Chwilkę później po raz kolejny losy spotkania próbował odmienić Gerrard, ale jak zwykle nieskutecznie. Jego strzał z ostrego kąta minął lewy słupek bramki Evertonu. Everton nie ograniczył się tylko do gry z kontry, bo kilka munut pózniej przed szansą na drugą bramkę stanął Andy Johnson. Niestety AJ minimalnie minął się ze świetnym dośrodkowaniem Osmana.

Wysiłki piłkarzy Liverpoolu wciąż wydawały się bezowocne. Lecz w 75 min arbiter mógł podyktować rzut karny dla gości po tym jak Gerrard próbował dośrodkować w pole karne, lecz podanie przeciął Hibbert. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że piłka odbiła się od ręki leżącego obrońcy Evertonu.

W końcówce meczu The Toffees mieli kolejną szansę na podwyższenie prowadzenia. Niestety Gary Naysmith uderzył ponad poprzeczką. Szkoda tej sytuacji dlatego, że Reina praktycznie nie mógł nic zrobić i gdyby szkocki obrońca spokojnie przymierzył, to kibice Evertonu już wtedy cieszyli by się z kolejnej bramki. Lecz co ma wisieć nie utonie i Everton po raz 3 pokonał bramkarza Liverpoolu. Tym razem fatalnie zachował się w bramce Reina, który strzał Carsley'a z 25 metrów w sam środek bramki odbił ponad siebie, a próbując ponownie złapać piłkę musiał ją puścić, by nie wpaść z nią do bramki. Na to tylko czekał Andy Johnson, który spokojnie pokonał głową Hiszpana.

Po chwili sędzia zakończył mecz i kibice Evertonu mogli dać wyraz szału radości, zaś fani Liverpoolu ze smutkiem pospiesznie opszuszczali Goodison Park.


«wstecz





www.EvertonPoland.com