Everton - Sheffield Wednesday 3:2
Data: 07.05.1966
Stadion: Wembley
Widzów: 100,000
Strzelcy: Trebilcock 2, Temple - McCalliog, Ford
Everton: West; Wright, Wilson; Gabriel, Labone, Harris; Scott, Trebilcock, Young, Harvey, Temple



Po 33 latach od poprzedniego triumfu w FA Cup Everton w końcu dotarł do finału tych rozgrywek w 1966 roku. W ćwierćfinale The Toffees potrzebowali dwóch powtórek aby pokonać Manchester City, natomiast w półfinale 1-0 po golu Colina Harveya odprawili Manchester United. Czekające w finale Sheffield Wednesday na pewno było zaskoczone, gdy Harry Catterick zdjął ze składu Freda Pickeringa puszczając Mike'a Trebilcocka, który rozegrał tylko półfinał i ledwie 7 ligowych spotkań w sezonie. Posunięcie to okazało się jednak znakomite.

Mecz zaczął się fatalnie dla Evertonu. The Owls wyszli na prowadzenie już w 4 minucie. Jim McCalliog uderzył mocno na bramkę, piłka odbiła się rykoszetem od Raya Wilsona pozostawiając Gordona Westa bez szans. Ogólnie pierwsza połowa rozgrywana była pod dyktando piłkarzy z Sheffield, choć Everton miał okazje do wyrównania. Alex Young najpierw został przewrócony w polu karnym bez reakcji sędziego, a potem strzelił bramkę, która nie została uznana ze względu na pozycję spaloną. Chwilę pózniej McCalliog mógł podwyższyć prowadzenie, ale jego strzał został znakomicie zablokowany przez powracającego w ostatniej chwili obrońcę. Po pierwszych 45 minutach The Toffees, którzy dotarli do finału bez straty choćby gola, byli zdecydowanie dalej od zwycięstwa.

Od początku drugiej połowy piłkarze Evertonu częściej utrzymywali sie przy piłce, ale bez efektu w postaci bramkowych okazji. Jedną z nielicznych miał Young, który otrzymał podania na milimetry od Dereka Temple, jednak jego potężny strzał został sparowany na rzut rożny przez broniącego Springetta. Sytuacja The Toffees ze złej stała się niemal beznadziejna w 57 minucie. West zdołał jeszcze obronić strzał Fanthama, jednak dobitka Davida Forda była już skuteczna. Pół godziny do końca i strata dwóch bramek, gdy wydawało się, że piłkarze Evertonu zaczną się godzić z porażką, stało się coś zupełnie przeciwnego. The Toffees od razu ruszyli do ataku i strzelili kontaktową bramkę zaledwie po dwóch minutach. Strzał głową Temple został zablokowany, jednak Trebilcock nie mógł się pomylić z 10 metra.

Nie minęło 5 minut, a wynik był już wyrównany. Alex Scott dośrodkował z rzutu wolnego, piłkę zle wybijał Ellis, a Trebilcock mocnym strzałem nie dał szans bramkarzowi. Teraz to Sowy znalazły się w gorszym położeniu wobec będących w gazie The Toffees. I rzeczywiście, w 74 minucie obrońca Sheffield Gerry Young minął się z piłką, a Temple płaskim strzałem po długim rogu pokonał Springetta. Fenomenalny powrót do meczu po kiepskim początku i dwóch bramkach straty, który wprawił kibiców Evertonu w trudną do opisania euforię. Niedługo potem Trebilcock miał szansę na skompletowanie hat-tricka, ale znakomicie wybronił go golkiper The Owls.

Sheffield Wednesday miało jeszcze jedną okazję w samej końcówce spotkania, jednak nie wykorzystał jej Fantham. Po jednym z najbardziej emocjonujących finałów Everton sięgnął po swój trzeci Puchar Anglii, który w rąk księżniczki Małgorzaty odebrał Brian Labone. Zawodnicy Evertonu po powrocie do Merseyside znów zostali fantastycznie przywitani przez liczne tłumy na ulicach miasta. Trebilcock niemal z anonimowej postaci, która wzbudziła tyle kontrowersji stał się niewątpliwie największym bohaterem sezonu.




«wstecz





www.EvertonPoland.com